Posty

Argentyna 2012

Obraz
 Agrentyna 20.02 - 12.03.2012 Cel wyprawy:  ACONCAGUA  - najwyższy szczyt obu Ameryk Hmm... Jak to zwykle najtrudniej jest zacząć no i ustalić w jakiej formie i w jakim zakresie przekazać wszystkie przeżycia, doświadczenia i informacje z tego wyjazdu tak żeby nie zanudzić ewentualnych czytelników a z drugiej strony przekazać jak najwięcej praktycznych informacji i ... odczuć... Mam nadzieję, że jakoś to jednak będzie. :) Zacznijmy zatem od początku: Nasze marzenia o zdobyciu Anki -bo tak najczęściej nazywana bywa w skrócie Aconcagua przez Polaków wybierających się na ten szczyt- miały swój początek już dwa lata wcześniej, tj. w chwili gdy wraz z grupą przyjaciół (pod wodzą Jarka) kończyliśmy jakże udaną wyprawę do Ekwadoru. Tak wiec to właśnie wtedy gdy świętowaliśmy w Quito udane wejście na kilka znaczących wulkanów, uwieńczone stanięciem na Chimborazo, ktoś rzucił pytanie, które zawsze wcześniej czy później pada w takich sytuacjach: I co dalej? ... Jaka gór ...

Gorgany - czyli najdziksza część Karpat (2005)

Obraz
Od pewnego czasu dojrzewała w nas myśl o wyjeździe w góry Ukrainy. Po prześledzeniu informacji w internecie zapadła decyzja o wyjeździe w ponoć najdziksze góry Europy czyli Gorgany. Spotykamy się na dworcu w Częstochowie ok. godziny 21:30 w nieco odchudzonym gronie ponieważ dwójka z podstawowego składu niestety odpadła (Romano i Darek ). Pociąg rusza, zaczyna się kolejna przygoda a Młody czyli Marcin otwiera „Uśmiechniętego Kawalera” czyli wino o smaku kompotu na dobry początek W Katowicach jesteśmy nieco przed północą udajemy się na spóźnioną kolacje do Mc’D i czekamy na pociąg do Przemyśla. Podróż mija na drzemce i rano jesteśmy w Przemyślu tutaj busik do Medyki i o 7:00 jesteśmy na granicy wypełniamy jakieś durne karteczki i w sporym tłoku przebijamy się przez granice. Po drugiej stronie szukamy transportu w góry niestety gościu w starej Wołdze podaje zaporową cenę więc udajemy się busem do Lwowa i tam pod dworcem próbujemy znaleźć transport, z braku czasu pociąg odpada. Dworzec ...

Ukraina 2010 - Bieszczady wschodnie.

Obraz
No i nadszedł czas na kolejną wyprawę, tym razem Bieszczady ale po stronie ukraińskiej. No i będzie to wyjątkowy wyjazd choćby dlatego, że jadą tylko delegaci : FotoTom, Jaca , Leszko. BRAWA dla delegatów!!! Życzymy im udanej wyprawy, pogody (jaka by nie była nie ważne), niech przecierają szlaki, może na przyszłą wiosnę razem? I pamiętajcie o tych co nie mogli i wznieście kielichy przy wieczornym ognisku. Romano A oto i chwalebna trójka, która dzielnie podtrzyma nieprzerwaną od ponad 10 lat tradycję wiosennych i jesiennych wypadów.

Zdobyliśmy Chimborazo 6310m !!!

Obraz
"Zdobyliśmy Chimborazo 6310m !!!Ponad 10h w góre i 7 w dól. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak ciężko, ale udało się.Tym razem pogoda nas nie zawiodła. Było ciemno, zimno, wiało, ale daliśmy radę. Ruszyliśmy o 23:10. Poszliśmy trochę dłuższa droga ze względu na sypiące się kamienie i skały z wytapiającego się lodowca. Podejście po skalach -bajka, po piargu- spoko (choć to zawsze trochę w góre i trochę w dół). Potem już zmarzniety grzebień i lodowiec -uprząż, liny, karabinki, kaski, raki, czekany i niekonczaca się opowieść. Naprawdę myślałem, że nigdy się nie skończy. Wciąż zimno i ciemno. Znów mijaliśmy parę osób wracających, bo nie dali rady... I w końcu słonce! gdzieś tam daleko, wysoko.. na szczycie. Tego dnia weszliśmy na szczyt tylko my, tzn. z naszej 12-osobowej grupy 5 osób + przewodnicy. Na szczycie było już ciepło :) , słonce, zero wiatru....ale brakowało tlenu (na GPS-sie zanotowałem ciśnienie 475hPa), każdy krok w górę, to już był niemały wyczyn. Mięliśmy aklimatyz...
Obraz
Wiadomość dla Was od Tomka: "Chimborazo zdobyte!! "Wyszliśmy 23:15 na szczycie byliśmy po 10h. Najpierw było bardzo zimno stromo, długo lodowiec, potem słońce w końcu szczyt. Możecie się napić za nas, już niedługo."

Chimborazo

Zdobyli Chimborazo 6267 m n.p.m !!!! [rr]

COTOPAXI !

Obraz
"Hej Ludziska! Bylem tu 8 lat temu ale jakoś potrafiłem znaleźć więcej możliwości dorwania się do kompa. Nie wiem, ale raczej jest to kwestia miejsc jakie odwiedzamy i napiętego planu. Wciąż coś się dzieje. Musze sie wiec streszczać. Wiec tak w skrocie: Quilotoa okazalo sie byc naprawdym pieknym, uroczym wrecz miejscem, polozonym w Zachodnich Andach, miejsce dzie zyja juz tylko indianie biednie ale chyba szczesliwie. Sam krater i jezioro w jego wnetrzu robia niesamowite wrazenie. Zeby dostac sie do jeziora trzeba zejsc stromym zboczem krateru, w wiekszosci po piaskach (szedlem boso) 300m w dol. Jezioro wygladajace z gory na niezbyt duze, w rzeczywistosi ma ponad 3km dlugosci i ok. 2 szerokosci. Oczywiście znalazło się 4 szaleńców, którzy postalowili przeplynac sie w lodowatej, lekko zakwaszonej, a moze zasiarczonej wodzie (min. Zdzichu i ja). Powrot na gore okazal sie bardziej wyczerpujacy niz zesmy sie spodziewali. Hacienda polozona w poblizu (ok. 1km. od krateru) byla naprawde c...