No wiec pierwsze koty za ploty. Bez wiekszych problemow i przy iscie majowej pogodzie weszlismy na to Pasochoa w pelnym skladzie, a jedynym problemem okazalo sie prazace slonce, [mial padac deszcz], ktore mimo ze zza chmur znowu n as troche przypieklo. Przyznam sie tez szczerze, ze klopotow nie bylo, bo i gorka byla taka sobie...no powiedzmy jak w Malej Fatrze WIelki Krywan czy Tatrach Zachodnich jakis tam Wolowiec. Wysokosc oczywiscie robi swoje, w koncu jeszcze wczoraj bylismy na poziomie morza, wiec i oddech byl krotszy i bol glowy doszedl po zejsciu na dol. Przewodnik, ktory nas prowadzi wzbudza zaufanie i zdaje sie byc rozsadny. Mam nadzieje, ze daleko z nim zajdzienmy. Wieczorkiem poszlismy na ekwadorskie zarcie do restauracji i co "odwazniejsi" zamowili tutejszy przysmak czyli swinke morska. No coz ...zjadliwe to moze jest ale czy to byla swinka, kot czy moze szczur to nie jestem pewien [Zdzichu jadl krewetki!!!]. No a pozniej to juz bylo pozno wiec pakowanie, bo jut...
Komentarze
Prześlij komentarz