Pasochoa - pierwsze koty za ploty.

No wiec pierwsze koty za ploty. Bez wiekszych problemow i przy iscie majowej pogodzie weszlismy na to Pasochoa w pelnym skladzie, a jedynym problemem okazalo sie prazace slonce, [mial padac deszcz], ktore mimo ze zza chmur znowu nas troche przypieklo.
Przyznam sie tez szczerze, ze klopotow nie bylo, bo i gorka byla taka sobie...no powiedzmy jak w Malej Fatrze WIelki Krywan czy Tatrach Zachodnich jakis tam Wolowiec. Wysokosc oczywiscie robi swoje, w koncu jeszcze wczoraj bylismy na poziomie morza, wiec i oddech byl krotszy i bol glowy doszedl po zejsciu na dol. Przewodnik, ktory nas prowadzi wzbudza zaufanie i zdaje sie byc rozsadny. Mam nadzieje, ze daleko z nim zajdzienmy.
Wieczorkiem poszlismy na ekwadorskie zarcie do restauracji i co "odwazniejsi" zamowili tutejszy przysmak czyli swinke morska. No coz ...zjadliwe to moze jest ale czy to byla swinka, kot czy moze szczur to nie jestem pewien [Zdzichu jadl krewetki!!!]. No a pozniej to juz bylo pozno wiec pakowanie, bo jutro opuszczamy nasz 5-gwiazdkowy hotel i ruszamy dalej. Wszyscy pewnie juz spia, ale poniewaz dla mnie jeszcze troche za wczesnie wiec siedze tu i pisze. W planach mamy wejscie na Pichinche - to juz troche wyzej, bo 4794m. A potem jedziemy dalej na poludnie, przyznam sie ze nie pamietam nazwy tej uroczej hacjedy ktora ma nas goscic. Nie wiem tez czy bedzie tam internet i kiedy cos napisze wiec w razie czego trzymajcie za nas kciuki. KOlejno mamy zdobywac Iliniza, Cotopaxi i Chimborazo. No coz...zobaczymy co z tego wyjdzie.
Pozdrawiam zatem wszystkich klubowiczow i do nastepnego razu."

Oj Tomek, Tomek - two-timer z Ciebie ;-)A myślalam ze mamy wyłączność na korespondencję ;-)
OdpowiedzUsuńAle tu graficznie jest duzo ładniej
Gosia
Te "gory i doliny z alkoturem" to brzmi jak oferta turystyczna. Mozna się zapisać na jakąś wycieczkę?
OdpowiedzUsuń