Iliniza Northe 5147m npm!!!

"Hej!

To znowu ja. Internet jakio tu podaja zaczyna mnie wykanczac, bo opisalem Wam przed chwila juz dokladnie pol dzisiejszego dnia i nagle wszystko sie skasowalo i musialem sie logowac od nowa.

Tak wiec zdobylismy z niemalym trudem i przy niezbyt sprzyjajacych warunkach pogodowych nasz trzeci wulkan Iliniza Northe wg gps-a 5147m!!!

Dzien zaczal sie nam juz o 4:00 sniadaniem. Potem nasz autobusik podwiozl nas na koniec alfaltu i przesiedlismy sie do jeepow, ktore wywiozly nas na jakies 4000m. Jak wysiadalismy z jeepow na dworze wciaz jeszcze bylo szarawo a na niebie swiecily gwiazdy (m.in. Krzyz Poludnia - na poludniu). Zimno! Dobrze ponizej zera i wiaterek sprawil, ze wszyscy opatulili sie w co tylko mieli (Zdzisiu z powodzeniem do samego wieczora testowal swoja nowiutka kurteczke puchowa :)). Ruszylismy predziutko w gorke, bo naprawde bylo zimno. Powioli zaczelo wychodzic sloneczko i zapowiadala sie znowu patelnia, ale wiatr wial coraz mocniej i im wyzej bylismy tym bardziej byl dotkliwy. Na domiar zlego przeslonil nam slonce i nie bylo szans na ciepelko i piekne widoki ze szczytu. Dzis szlo z nami 3 przewodnikow. po raz pierwszy uzylismy uprzezy, kaskow i lin do poreczowania. W sumie moze i obeszlo by sie bez tego, ale nasze bezpieczenstwo ponad wszystko ( i to sie chwali). Zreszta nasz glowny przewodnik Oswaldo ( a moze Osfaldo) naprawde jest genialny.

Po dlugim podejsciu luznym piargiem wyszlismy w koncu na gran i osiagnelismy pulap 5000m. Wialo okrutnie. Jurek, Ania i Gienek chcieli nawet zrezygnowac z dalszego wspinania sie po grani, ale po licznych namowach poszli dalej.

Wejscie grania bylo dosc trudne, ale wg mnie nie wiele gorsze od naszego zdobywania Lodowej Kopy z dziecmi 2 lata temu. No na pewno dzis bylo wyzej i duzo zimniej. Na szczycie walnelismy sobie pare fotek ale przenikliwe zimno zmusilo nas do szybkiego zejscia (zreszta szczyt byl tak maly ze ledwo nas pomiescil). Zejscie bylo dosc szybkie, bo kazdy chcial juz do ciepelka.

Na dole czekaly na nas juz nasze autka a w haciendzie prysznic i kolacja.

Tak wiec nareszcie mozna bylo dzis poczuc prawdziwe gory i prawdziwa wysokosc. Az sie boje co bedzie dalej.

Przed nami dwa dni luzu. Jutro jedziemy nad wulkaniczne jezioro Quilotoa i tam gdzies na wyskokosci 3900m bedziemy mieli nocleg. Ciekawe czy bedzie internet :)?

A teraz sprobuje jeszcze wczytac choc jedna fote, ale nie wiem czy jest to mozliwe.

Ps. Dzieki za pozdrowka i komentarze. No i trzymajcie kciuki!"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

COTOPAXI !

Pasochoa - pierwsze koty za ploty.