"Hej!
Udalo sie! W koncu jestesmy w Quito!Czuje sie jakbym tu byl wczoraj. Nic sie nie zmienilo. Pogoda srednia, ale jak nie pada da mozna spoko w koszulce chodzic.
Podroz jak wiesz juz pewnie mielismy z przygodami i ostatecznie trwala dluzej niz ta przez Madryt, ale za to byla bardzo przyjamna [przynajmniej niektore jej fragmenty].
Wylecielismy z Amsterdamu w miare punktualnie, no ale ladowanie na Bonaire nie bylo zbyt udane i samolot juz nie wystartowal, bo mial uszkodzony silownik hydr. kola przedniego.najpierw nas zwodzili przez godzine, potem powiedzieli ze raczej nie wylecimy juz tego dnia, bo musza naprawic, a czesci trzeba sprowadzic z Holandii. W koncu rozwiezli nas po tej wysepce po hotelach i to im sie chwali, bo warto bylo zostac. Spalilismy sie na skwarki zaraz pierwszego dnia, bo kazdy mial tylko bagaz podreczny. Tego dnia zwiedzilismy wyspe samochodem [35km dlugosci], a drugiego dnia z nijakim Lechem i Jackiem zanurzylismy sie bo woda i plaza byly zachecajace. Ogolnie co by nie powiedziec bardzo udane dwa dni!




Dzis kazali nam wstac juz o 2-giej w nocy i znowu czekanie na samolot.poleci, nie poleci. Trwalo to w nieskonczonosc! Polecial...o 9-tej! No ale w porzo. Lot juz tylko 2h. Bez niespodzianek! Hotel, zwiedzanie starowki i szybki przejazd na rownik i tzw. muzeum rownika. Siuper!


To ja na równiku.

Pada.
My jutro raniutko ok. 6-tej sniadanko i na trek. ponoc spoko, Pasochoa 4200m...no ale to sie okaze, bo ostatnie dwa dni spedzilismy na poziomie morza...zobaczymy.
Ide wiec spac, bo u nas minela wlasnie 22-ga o B[a u Was juz 4rano]
Dam znac jak tylko bedzie wiecej czasu.
Hasta luego!"

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

COTOPAXI !

Pasochoa - pierwsze koty za ploty.